Ponieważ jestem autorem prawdopodobnie najdłuższego posta podsumowującego sezon w historii SRPL (
[Race07] Podsumowanie sezonu 2008) pozwoliłem sobie założyć również ten temat
Wstęp
To był mój najważniejszy i zdecydowanie najlepszy sezon na SRPL. Do pierwszego wyścigu przygotowywałem się pod dużą presją. Walczyłem o rating dający możliwość startów w WTCC. Każdy z pięciu wyścigów musiałem ukończyć średnio najwyżej na 12 pozycji. Doświadczenia z poprzednich dwóch sezonów skazywały mnie raczej na znacznie odleglejsze pozycje, ale jak się później okazało - nie byłem na przegranej pozycji
Road Atlanta
Jak ja nie lubię takich torów

Eski, wzniesienia, ślepe zakręty. Wszystko, co może utrudnić życie. Do tego ten samochód z piekła rodem. Pamiętam początkowe treningi. Gdy mi się udało pierwszy raz zrobić czas o 5 sek gorszy niż późniejszy PB byłem po prostu w niebo wzięty. Czas wydawał mi się na tyle wypasiony, że przekonany byłem wręcz o możliwości stanięcia na podium. Czar prysł, gdy tylko spojrzałem w tabelę hotlapów. Kobe był ode mnie szybszy o jakieś 8 sek.

Pomyślałem sobie - a niech to, już po WTCC. Ale treningi przyniosły rezultaty. Pojechałem równo, popełniłem tylko dwa, czy trzy drobniuteńkie błędy. Ostatecznie P8. No może nie było to podium ale biorąc pod uwagę moje poprzednie dokonania na wirtualnych torach i założenia z początku sezonu byłem bardziej niż zadowolony
Sebring
Po udanej Road Atlancie miałem nieodparte wrażenie doznania simracingowego namaszczenia. Okazało się jednak, że nie jestem wybrańcem. Wyścig pokrzyżowała drobna, ale brzemienna w skutkach kolizja. Ukończyłem ostatni z tych, którzy dojechali. Wyścig więc skończył się o wiele gorzej niż zakładałem. Ale przewaga z Atlanty pozwoliła mi spokojnie myśleć o kolejnym starcie.
Houston
Ten start najlepiej opisuje hasło, które mieliśmy ustawione na wyścig: hardcory

Co za tor... Podejrzewam, że gdyby ktoś zrobił do Race'a mod jazdy na rowerze górskim, to wyścig na Houston też ukończyłaby najwyżej połowa stawki

Zaznaczam, że było sucho

Mustangi jednak miały dużo większą skłonność do zgubienia koła, czy dwóch niż inne samochody z Race. Do tego strasznie zdradliwy tor, ochronne opony z najwyższej klany żelbetu i wybuchowa zupa była gotowa. Pamiętam nawet, że podczas rozgrzewki wystrzeliłem takiego pirueta, że wyrzuciło mnie hen w trybuny, co najmniej 50 metrów od linii toru

Kobe też zaliczył niezły wypadek i to podczas wyścigu. Nie wiem, jak wyglądało to z jego samochodu, ale ja po wyjeździe z pierwszego zakrętu po szykanie za prostą start meta zobaczyłem po prostu wbitego przodem w tor Mustanga kobe'a

Houston w Mustangach to wyścig, który na pewno długo będę pamiętał

Choć sam mam z niego wyłącznie pozytywne wspomnienia - P6, czyli jak dla mnie kosmos nie wynik
Indianapolis
Eh, jak ten deszcz popsuł nam wyścig. Tor po prostu idealny dla Mustangów i ogólnie świetny. Żeby tak jeszcze było sucho

Mimo to wyścig udało się ukończyć na P10. Wszystko przez dziwny wyjazd, sam nie wiem dlaczego to się zdarzyło. Nie mogłem potem wrócić na tor i straciłem na tym mnóstwo czasu, a jechałem na niezagrożonej zbytnio P8. Pewnie puściłbym to w niepamięć, gdyby nie fakt, że założyłem się z vencem o to, że ukończę przed nim. Gdyby nie ten wyjazd to kto wie, a tak - przegrałem zakład

Ale plan przedsezonowy (3k ratingu) już miałem zrealizowany, a czekał mnie jeszcze jeden wyścig.
Mid Ohio
Już tak jakoś mam, że ostatni wyścig każdego sezonu muszę pojechać jak totalna lama. Mid Ohio nie stanowiło wyjątku. Dużo błędów, słabe i nierówne tempo. Ogólnie kiepsko - P13. Do tego doszło całościowo nieco nieprzyjemne zakończenie sezonu. Pewnie wszyscy wiedzą, co mam na myśli. Może to też główna przyczyna tego, że nikomu się do tej pory sezonu podsumowywać nie chciało.
Zakończenie
Jak już pisałem to był dla mnie najfajniejszy sezon. Szczerze pokochałem Mustangi i chętnie nadal bym nimi jeździł. W klasyfikacji indywidualnej wpadło P7, co dla mnie jest nie lada wyczynem. Ale to nic w porównaniu do P2 w zespołówce. Oczywiście zespołowe P1 było poza jakimkolwiek zasięgiem. Więc w sumie zajęliśmy z vencem pierwsze miejsce wśród startujących w Mustangach mieszkańców naszej planety. I jakby nie patrzył - powód do dumy jest
Gratuluję podiumowiczom

Szkoda, że sezon był tak krótki. Chętnie jeszcze pościgałbym się Mustangami. Z tego, co wiem - nie tylko ja