Nie dane mi było podłączyć się wcześniej niż na pół godziny przed Q, więc trening zbyt krótki, żeby osiągnąć dobre i równe tempo. O kilkutygodniowym rozbracie ze skipem nie będę wspominał, bo to żadne tłumaczenie (ups, wspomniałem).
Od Q pasmo nieszczęść: na okrążeniu wyjazdowym zwis na kilka sekund, po pitowaniu rozkalibrowała się kierownica, wyszedłem/skalibrowałem/wszedłem i zostały 4 min. Acha - zaniemógł mój hamerykancki lewar biegów z japoni więc na szybko się skonfigurowałem na łopatki. Nie znalazłem niestety miejsca na czyste kółko i w dodatku zaliczyłem slajda pod koniec jedynego pomiarowego więc start gdzieś z ogona.
Na legendarnym już T2 widząc dym odpuściłem gazik i ktoś zrobił mi z d.. jesień średniowiecza. Niestabilnym autem pokręciłem się przez trzy lapy i zjechałem na tank, zniszczeń nie naprawili (dlaczego?). Potem dość nudna jazda, udało się złapać jako taki rytm z przygiętym zawieszeniem więc P4 to całkiem niezły wynik. W sumie to było nawet ciekawie

Żałowałem, że nie ma jeszcze z 10 kółek bo miałem szansę pogonić Norbiego. Szczególne gratulacje dla Metha, Madeya (łow, co za tempo) i Norbiego.
Wracam do Impali