Wpadłem na wyścig niespecjalnie nieprzygotowany nie licząc hotlapowania w zeszłym tygodniu. Chyba się przychylam do opinii metha jeżeli chodzi o Lime, bo o ile gdziekolwiek indziej jedzie mi się Skipem genialnie, o tyle na Lime męczyłem się okropnie, jadąc blisko swojego limitu nie umiałem zrobić 5 kółek pod rząd nie rozbijając się, tak więc taktyka na wyścig była prosta - dojechać w jednym kawałku bez błędów.
Qual wyszedł całkiem nieźle, bo udało się zrobić 3-ci czas, identyczny jak Klapacjusz, ale ja to zrobiłem na pierwszym pomiarowym a on chyba na ostatnim, tak więc to ja wystartowałem z przodu i to by było tyle jeżeli chodzi o pozytywy. Jako, że czułem się niepewnie na dłuższym dystansie, starałem się jechać bezpiecznie i moje tempo wyścigowe było po prostu żenujące, mimo wszystko jako tako udawało się trzymać strategii, pomimo dwóch niewielkich spinów w T1 byłem na P3 bo cała reszta stawki za mną i tak się porozbijała.
No i tak sobie jechałem niezagrożony, nuda dopadała no i dopadła na 57-ym kółku, nie wiem co zrobiłem, ale rozbiłem się na ścianie, podjąłem decyzję, żeby zrobić szybki TOW, skoro wszyscy za mną byli i tak zdublowani, ale coś nie wyszło, najpierw TOW >1 minuta, potem zmiana kół, nalewanie paliwa ze 30s, a na koniec dowaliło mi jeszcze naprawy bolidu >2 minuty, no i tak "rzutem na taśmę" wyprzedził mnie na mecie Race Master.
Ehh... mam nadzieję, że wystartuję na Charlotte i będę mógł się wykazać lepszym tempem i consistency

.