Szukaj:
PL EN ES
Polecamy



Kalendarz treningów






Alfaholicy_SimRacingPL Server
Wróć   SimRacing wyścigi online > Archiwum > Liga rFactor FIA GT

Dubai nGT 2007

Zarejestruj się Projects Kalendarz Szukaj Dzisiejsze posty Zaznacz Wszystkie Fora jako Przeczytane

Liga rFactor FIA GT Liga rFactor FIA GT

Odpowiedz
LinkBack Narzędzia wątku Wygląd
stare 07-06-2007, 21:53   Post #1 (permalink)
Awatar Quelxes
 
Zarejestrowany: Nov 2005
Skąd: Londyn
Postów: 3.679
Dubai nGT 2007

Jeden tor, 14 kierowców, 14 wspaniałych wyścigowych samochodów, 40 pięknych, rozbudzających męską wyobraźnie hostess, ponad 6000 dzikich, wypuszczonych z zagrody mechanicznych ogierów, 100 tysięcy widzów na trybunach, 28* C w powietrzu i jeszcze więcej na asfalcie. Tak w liczbach można by opisać wydarzenie, które miało miejsce 27 maja, na torze wyścigowym w Dubaiu.

Kierowcy i członkowie zespołów pojawili się na torze już wczesnym porankiem. Kiedy przeprowadzali ostateczne przeglądy samochodów, trybuny powoli zapełniały się kibicami, którzy przybili licznie z całego świata. Pierwszy ryk 450 konnego silnika mogliśmy usłyszeć o godzinie 17:30, kiedy to rozpoczęła się krótka sesja testowa. Kierowcy przygotowywali się do kwalifikacji, a muzyka jaką zagrały jednostki napędowe, rozgrzała serca fanów tego sportu.

Sesja kwalifikacyjna przebiegła w bardzo dobrych warunkach pogodowych. Na torze pojawiali się kolejni kierowcy starając się wykręcić najlepszy możliwy czas. Dwie minuty po rozpoczęciu sesji z boksu wyjechało żółto niebieskie Ferrari 360 GTC teamu Road Runner Team. Pierwszy z faworytów do tytułu mistrza Ligi GTR2 w klasie nGT był już na torze. Uzyskany czas 2:01.204 wydawał się być wystarczający by zapewnić Marcinowi Bonawenturczykowi pierwsze miejsce startowe, ale w boksach pozostawali jeszcze Mariusz Lebioda, Rafał Roszczyk i coraz lepiej jeżdżący Marek Leśniak. Długo nie trzeba było czekać by na torze pojawiło się czerwone Ferrari Leona. Pierwsze okrążenie i... jego zagorzałe fanki w okrzykach rozpaczy zakryły rękami oczy by nie widzieć tego co mogło się stać po bardzo efektownym spinie, który, na szczęście, sprawił tylko tyle, że Mariuszowi pozostało jedno okrążenie na poprawę wyniku. P2 z czasem 2:01.935. W pewnym momencie, gdy sesja kwalifikacyjna zbliżała się do końca na trybunach zapanowała cisza. Jedynym dźwiękiem, który można było usłyszeć, było rżenie 450 rozwścieczonych koni mechanicznych, które zamknięte pod maską czerwono białego Ferrari 360 GTC, galopowały w kierunku T1. Swoje pierwsze okrążenie pomiarowe zakończył właśnie Marcin Zdun, debiutant w wyścigowym świecie pieniędzy, szybkich samochodów, pięknych kobiet i sławy. Jego czas był tylko nie znacznie gorszy od zajmującego P1 Marcina B., a lepszy od będącego już teraz na P3, Mariusza. Ludzie na trybunach czekali w ciszy, w boksach Road Runner Team wszyscy wstrzymali oddech (ze względu na długość okrążenia trzech członków odwieziono do szpitala z powodu niedotlenienia mózgu). Ostatni zakręt, prosta start-meta i stało się – tłum oszalał. marmax jako jedyny schodzi poniżej 2:01 i z czasem 2:00.936 zapewnia sobie Pole Position. Doskonały debiut w Dubaju.



Po zakończeniu sesji rozgrzewkowej ponownie nastała cisza, tym razem cisza przed burzą, jaką miało rozpętać zapalenie się zielonego światła. Samochody stały już ustawione na gridzie, mechanicy opuścili tor, a kierowca Safety Cara rozpoczął okrążenie formujące. W głowach wszystkich kłębiły się pytania: czy Marcin Z. utrzyma prowadzenie, czy nastąpią przetasowania na T1, jaką taktykę obrali kierowcy. Wszystko miało się wyjaśnić już za parę minut. SC zjechał do boksów, kierowcy weszli w ostatni zakręt by dosłownie chwilę później zobaczyć zielone światło. Pedały gazu zostały dociśnięte do podłogi, a pot, adrenalina i olej silnikowy zaczęły wylewać się litrami z wyścigowych maszyn. Pierwszy zakręt nie ‘zmienił’ nic w czołówce, Marcin Z. zdołał utrzymać prowadzenie, a Marcin B. obronił się przed będącym tuz za nim Mariuszem, jednak nie na długo, gdyż już na ostatnim zakręcie pierwszego okrążenia Leon wywalczył P2. Na drugim okrążeniu błąd popełnia mbonawen i ląduję pod koniec Top10. Bardzo dużo dzieje się na kolejnych pozycjach. Na pierwszym okrążeniu dochodzi do kontaktu po miedzy Tomaszem Bożko i Markiem Leśniakiem. Obaj trąca sporo pozycji. Kolejni pechowcy to Marek Żukowski i Radosław Kępiński. Ten drugi opóźnia hamowanie i parkuje w drzwiach samochodu BMW. Obaj panowie raczą nas wspaniałym pokazem spinow synchronicznych po czym wracają na tor i kontynuują jazdę. Kilka pierwszych okrążeń to kotłowanina w środku stawki i częste zmiany pozycji. Nie uczestniczy w nich już jednak Łukasz Fryca, któremu posłuszeństwa na pierwszym okrążeniu odmówiło Porsche. Piąte okrążenie okazuje się dość pechowe dla Leona, który popełnia swój pierwszy błąd w tym wyścigu i traci kilka sekund do pozostającego cały czas na prowadzeniu Zduna. Tym czasem spore straty z początku wyścigu odrabiają Bonawenturczyk i Leśniak. Lesiu na ósmym okrążeniu zdobywa P5 i jak się później okaże, mimo szczerych chęci dogonienia kierowcy, który jedzie przed nim, nie uda mu się to, i właśnie na tym miejscu przejedzie linie mety. Warto jednak cofnąć się na chwilkę do początku wyścigu, gdyż startujący z ostatniej pozycji Rafał Roszczyk wyczynia cuda za kierownica. Startując z 14 miejsca, już trzy okrążenia później zajmuje 9 pozycję, by na kolejnym lapie wskoczyć na 7. Ale Rochu nie ma dość, wyraźnie widać, że w tym wyścigu chce wskoczyć na podium. Trzy okrążenia później jest 5, a po kilku kolejnych zakrętach 4. Jednak mimo dość szybkiego awansu, Rafal stoczył na tyle ciekawy pojedynek z Grzegorzem Klimem - który nie chciał łatwo sprzedać skóry - by lekarze mieli pełne ręce roboty. Aż 36 jego pięknych fanek omdlało ze strachu o swojego idola – tak szalona była jazda Rafała. Utracone na początku pozycje dość szybko odzyskuje również Marcin B. Na piątym okrążeniu dało się słyszeć jęki, które dobiegły naszych uszu z trybun. To fani mbonawena po tym jak doszło do kontaktu po miedzy nim i spinujacym tuz przed maska jego Ferrari Januszem Szulborskim. Na szczęście żaden z kierowców nie ucierpiał, jednak na obu samochodach można było dostrzec uszkodzenia. Kilka okrążeń później mbonawen w końcu odzyskuje utracona wcześniej druga pozycje na skutek błędu Mariusza Lebiody i dość szybko niweluje przewagę Marcina Z.
Sporo problemów ze swoim samochodem ma KeyGe, któremu bez przerwy szwankuje elektronika. Mimo tych przeciwności losu, Grzegorz będzie miał okazję stoczyć długą i pasjonująca walkę z Jahu, jako że wiele razy spotkają się podczas tego wyścigu na torze. Do kolejnych przetasowań na pozycjach dochodzi podczas pierwszego pit stopu. O pechu może tu mówić tombo, który na skutek przekroczenia prędkości w boksach zostaje nagrodzony przez sędziów możliwością przejechania się przez pit lane z 10 sekundowym postojem na kawę. Bardzo milo z ich strony.
Za nim jednak mechanicy dostali szanse pochwalenia się swoimi niezwykłymi umiejętnościami zmieniania opon, tankowania, czy w wypadku Porsche Team, parzenia kawy, na torze doszło do zmiany na pozycji lidera. Kiedy już zapowiadało się na ciekawą walkę po miedzy dwoma Marcinami, marmax postanowił pojechać ‘pod publikę’ i bardzo efektownym baczkiem zwolnił P1 mbonawenowi.
W krotce po raz kolejny nad torem miała zapanować grobowa cisza przerywana rykiem potężnych silników oraz dźwiękiem jaki wydobywają z siebie zarzynane na każdym zakręcie opony – przeraźliwym piskiem. Wszyscy kierowcy poza jednym byli już po pit stopach, a na stoperze nieubłaganie zbliżała się polowa czasu jaki zawodnicy mieli spędzić na torze. Wszystko stało się jasne, Marcin Zdun obrał taktykę jednego pit stopu. Czy zadecydował o tym brak doświadczenia, brawura, czy może czysta kalkulacja – tego się nie dowiemy, ale wiemy, ze przyniosła ona pożądany skutek. Marcin nie tylko pozostawał na P1 ale miał ponad minutę przewagi nad Bonawenturczykiem. Szefowie teamow Road Runner Team oraz QuEST Racing Team wybiegli na padok, a na ziemie sypały się szczątki ich obgryzanych paznokci.
Jednak wyścig jeszcze się nie zakończył, a marmax zaczął notować dużo słabsze czasy niż jego koledzy – zużyte gumy dały o sobie znać. Po swoim pit stopie wyjechał na piątej pozycji, a w tym samym czasie czołówka robiła wszystko co mogła by mimo jeszcze jednego boksu, który ich czekał, nawiązać walkę ze Zdunem.
Kolejna seria boksów, przetasowania i ponownie na prowadzeniu znajduje się debiutant w sezonie 2007, Marcin Zdun, jednak tym razem po wydechach depcze mu zawodnik zespołu Road Runner Team. Dodatkowo nowo założone opony pozwalają Marcinowi B. kręcić szybsze kolka i w krotce dogania mniej doświadczonego kolegę. Pokonuje go w walce obejmując P1 i nie oddaje go już do mety. Drugi przyjeżdża Marcin Zdun, a za jego plecami, po bardzo emocjonującym pościgu metę przekraczają Mariusz Lebioda I Rafał Roszczyk.

Jak zwykle po wyścigu udało nam się zadać kilka pytań kierowcom z czołówki.




Marcin ‘marmax’ Zdun



Gratuluję wspaniałego debiutu. Gdy ktoś odnosi swój pierwszy spory sukces w karierze należy mu zadać to pytanie. Jak czułeś się przekraczając metę i tym samym zdobywając drugi stopień podium. Czy uczucie to ciągle ci towarzyszy, czy może twoje myśli są już całkowicie skierowane w stronę Barcelony?

„Dzięki. Oczywiście 2 pozycja to świetny wynik tym bardziej że to był mój debiut i nie ukrywam, że po przekroczeniu linii mety uczucie było fantastyczne. Ale teraz zaczynają się testy w Barcelonie i cała moja uwaga skupia się na tym, żeby dobrze przygotować samochód i przetestować wszystkie mieszanki opon ponieważ w Dubaiu miałem z nimi największy problem.”

Nie od dziś wiadomo, że tor w Dubaiu potrafi zajechać nawet najtwardsze ogumienie, a mimo to taktyka jednego stopu okazała się dość szczęśliwa dla ciebie. Nie wiele brakowało, a zdobył byś najwyższy stopień podium. Co skłoniło cię do pojechania tylko dwóch stintów gdy wszyscy pozostali zawodnicy jechali trzy?

„Faktycznie tor w Dubaju jest bardzo wymagający dla ogumienia. Na testach opony typu Hard pozwalały na kręcenie równych czasów na długich dystansach, chociaż cały czas nie osiągały optymalnej temperatury. Ale równe czasy i stabilna jazda przekonały mnie by pojechać na jeden stop. Jak się okazało taktyka jednego stopu w Dubaju była strzałem w dziesiątkę, chociaż szczerze przyznam że byłem zaskoczony, że tylko ja wybrałem taką taktykę.”

Pole Position już w pierwszym wyścigu. Pokonałeś o wiele bardziej doświadczonych zawodników od siebie. Czyżbyś chciał im powiedzieć, że - tu pozwolę sobie zacytować słowa pewnej piosenki - "There's a new man in town"?

„Kilku bardziej doświadczonych kierowców zdołało już uzbierać spore kary wagowe no i, przede wszystkim, dzięki temu udało mi się zdobyć PP. Zdaje sobie sprawę z tego, że moja przewaga w qualu okazała się za mała by spokojnie myśleć o kolejnych PP ale z dnia na dzień coraz lepiej poznaje swój samochód i myślę że do kolejnego wyścigu zdołam się przygotować na tyle, aby kwalifikować się na wysokich pozycjach.”





Mariusz ‘Leon’ Lebioda



Wracając trochę wstecz. Trzecie miejsce na Magny-Cours, drugie na Estoril i w końcu pierwsza wygrana w sezonie na Hockenheim. Wyraźna poprawa formy. Czyżbyś zaczął więcej trenować czy może ‘wjeździłeś’ się w Ferrari 360 GTC?

„Raczej nie mówiłbym tutaj o wyraźnej poprawie formy. Finisz na drugim czy trzecim miejscu to przecież świetny wynik i miejsce na podium. Przed Hockenheim rzeczywiście przejechaliśmy sporo kilometrów testowych, udało się optymalnie ustawić samochód i wyścig przebiegł zaskakująco dobrze. Założeniem na GP Niemiec było ukończenie wyścigu na możliwie wysokim miejscu. Najbardziej realnym wydawało się trzecie miejsce, jednak udało się wygrać.”

Wracamy do teraźniejszości. Trzecie miejsce i już czwarte podium pod rząd. Zdaje się, że chcesz przekazać innym kierowcom informację, że nie będzie im łatwo walczyć z tobą o najwyższe miejsce w generalce, bo jak zgaduję, to zapewne P1 jest twoim celem.

„Celem na każdy wyścig jest dojechanie do mety na możliwie najwyższej pozycji. Jeżeli uda się wygrać wyścig, to nie może już być nic lepszego, natomiast druga czy trzecia pozycja jest również bardzo dobra. Na pewno będę się starał powalczyć o pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej, co nie będzie łatwe, ale zobaczymy jaka sytuacja będzie po następnych wyścigach.”

Dubai to ciekawy tor, który sam w sobie potrafi zapewnić sporo emocji podczas wyścigu. Czy dodatkowo miałeś jeszcze jakieś inne sytuację, które zwiększyły twoje tętno - walka z innym kierowcą czy może niespodziewane zdarzenia na torze?

„Tor w Dubaiu to świetny obiekt, dość długi i co ważne szeroki, co umożliwia wybieranie jednej z kilku optymalnych linii jazdy. Dzięki temu łatwiej podjąć próbę wyprzedzenia rywala. Wyścig dla nas był całkiem spokojny. Niestety nie trafiliśmy z doborem opon w pierwszej części wyścigu (twarde opony na wszystkich kołach), przez co straciliśmy sporo czasu do lidera. Na drugi i trzeci stint wybraliśmy opony średnie na przód i twarde na tył. Dzięki temu samochód prowadził się trochę lepiej, czasy się poprawiły, ale strata do liderów była już praktycznie nie do odrobienia. Pozostało nam tylko dowieźć P3 do mety i pilnować się przed jadącym o kilka sekund za nami Rafałem Roszczykiem.”

Kolejny tor to Barcelona. Rok temu sezon nGT zaczynał się właśnie na tym torze, a zwycięzcą wyścigu byłeś ty. Czy chciałbyś powtórzyć ten sukces i czy wraz z zespołem poczyniliście już jakieś przygotowania w tym celu?

„Oczywiście, że chciałbym ponownie wygrać w Barcelonie, ale w tym sezonie będzie to bardzo trudne. Spory balast w samochodzie nie ułatwi życia oponom, które na tym torze są bardzo mocno obciążane. Poza tym na pewno mocnym przeciwnikiem będzie Marcin Bonaweturczyk, Marek Leśniak, czy Rafał Roszczyk, ale także nowy kierowca Marcin Zdun, który pokazał w Dubaju, że jest bardzo mocny i w debiucie zająłdrugie miejsce. Jeżeli chodzi o przygotowania do wyścigu, to nie było ich jeszcze zbyt wiele. Mam nadzieję, że mimo to uda nam się znaleźć odpowiednie ustawienia samochodu i będziemy konkurencyjni.”




Rafał ‘Rochu’ Roszczyk



Dość nieudany początek sezonu dla ciebie, ale w końcu na Hockenheim przyszedł czas na zmiany i wskoczyłeś do Top5 by w Dubaiu poprawić poprzedni wynik o jedno oczko. Widać, że mimo początkowych przeciwności losu, nie poddałeś się, a może to tylko chwilowy zryw?

„Początek sezonu był wręcz fatalny. W dwóch pierwszych wyścigach w ogóle nie mogłem wystartować. Trzeciego nie ukończyłem z powodu awarii, a z czwartego musiałem się wycofać już podczas okrążenia formującego. Na szczęście mechanicy postarali się i na Hockenheim miałem już perfekcyjnie przygotowany samochód. Podczas ostatniego wyścigu, mimo początkowych problemów, pojazd również mnie nie zawiódł.
Na pewno nie był to chwilowy zryw - zawsze staram się jak najlepiej przygotowywać do wyścigów i kończyć je w ścisłej czołówce, a niepowodzenia nie zrażają mnie tak łatwo.”

Droga do P4 w Dubaiu nie była dla ciebie łatwa. Po problemach z samochodem podczas sesji kwalifikacyjnej byłeś zmuszony startować z końca. Czemu zawdzięczasz tak dobrą postawę, jazdę i wynik?

„To mój trzeci sezon startów w wyścigach długodystansowych i nigdy nie będąc szybkim kierowcą, to właśnie doświadczenie uczyniłem swoją główną bronią. Staram się unikać błędów, co nie jest łatwe podczas 2h wyścigu - na Dubai udało mi się na szczęście nie popełnić żadnego. Za priorytet uważam takie ustawienie samochodu, które zapewni mi stabilną jazdę przez 40 minut - nie chcę walczyć z własnym pojazdem, tylko z rywalami. Pamiętam też, kiedy zdarzało mi się popełniać najwięcej błędów - właśnie wtedy staram się bardziej skoncentrować.
Przede wszystkim pamiętam jednak, że wyścig kończy się w momencie zobaczenia szachownicy i ani sekundy wcześniej. Zarówno wyścigi na Hockenheim jak i na Dubai ukończyłem ze stratą kilku sekund do kierowców na 3 miejscu. Niestety, zabrakło trochę szczęścia aby wykorzystać błędy innych.”

Kolejny tor to Barcelona. O ile się nie mylę to z tym torem wiążą cię pewne, specjalne wspomnienia. Debiut i ile się nie mylę. Może powiedziałbyś nam coś więcej na ten temat.

„Tak, mój debiut miał miejsce właśnie na torze w Barcelonie, niemal dwa lata temu - wtedy również prowadziłem zielone Ferrari 360. Początek nie był zbyt udany. Nie dość, że podczas jazdy pozwoliłem dojść do głosu emocjom, to jeszcze popełniłem kardynalny błąd wprowadzając poprawki w ustawieniu samochodu tuż przed wyścigiem. W rezultacie doprowadziłem do przegrzewania hamulców i spadku ich skuteczności, co skutkowało częstymi wycieczkami poza tor na końcu prostej Nissan. Na szczęście udało mi się ukończyć tamten wyścig - dojechałem ostatni ze stratą 2 okrążeń do zwycięzcy.
Później też bywało różnie - raz spaliłem silnik, innym razem zabrakło mi paliwa w połowie ostatniego okrążenia. Nie zniechęcało mnie to jednak - ze wszystkich błędów wyciągałem wnioski i starałem się być coraz lepszym. Tego samego życzę wszystkim, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z simracingiem.”

Ja dziękuję kierowcom za rozmowę przy kawie - naprawę świetną kawę parzą mechanicy Porsche Team - i życzę powodzenia wszystkim kierowcom w słonecznej Hiszpanii.


Zamieszone zdjęcia pochodzą z galerii wykonanej przez MaReckiego.
Quelxes jest offline  
Rating: 18928 | Skill: 9.15 | OpenRating: 0
Fanatec CSR Wheel | Fanatec CSR Elite Pedals | Fanatec CSR Shifter | Hamowanie: heel & toe | Zmiana biegów: Układ H
Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz

Bookmarks

Tagi
2007, dubai, ngt

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Wyłączony
Trackbacks are Włączony
Pingbacks are Włączony
Refbacks are Włączony



Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:19.


Powered by vBulletin® Version 3.8.6
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Content Relevant URLs by vBSEO 3.6.0
SimRacingPL

no new posts

Logowanie
Login:
Hasło:
 Zarejestruj się!

97 osób online
93 Gości
4 Zalogowanych
Facebook
Administratorzy
Administracja portalu
Owner
McLaren
Senior Admin
lelu0
Summer RC Cup 2018
lelu0
Admins
SirDuncan - Historic (GiW) Admin
Moderators
Dmnick - Super Moderator
sobol - Moderator