
Muszę przyznać, że Zimowa Liga DRM to był prawdziwy comeback lat 70 i 80. Było głośno jak na koncercie Sex Pistols. Szczególnie na starcie i na prostej Mullsannea w Le Mans wyraźnie było słychać "Revolution" przemieszane z ostatnimi taktami "My Generation" The Who. Gdy stawka gnała w drafcie ponad 350 km/h było kolorowo jakbyś po LSD patrzył na Rollsa Johna Lennona. Jednocześnie, aby ze spokojem rozwijać takie prędkości ani chybi należało być wcześniej aktywnym konsumentem na imprezach u Ozziego Osbourna. Nie wszystko poszło jak należy podobnie jak w Monahium w 1972 r. Wiodło to do wydarzeń przypominających te, które miały miejsce na stadionie Heysel w 1985 r., i które na zawsze zmieniły oblicze piłki nożnej. Na szczęście zawierucha trwała równie krótko co wojna o Falklandy. Jednak mimo tych niepowodzeń udało się przeprowadzić 4 wspaniałe wyścigi na legendarnych torach w Japonii, USA i Francji, co przywodzi mi na myśl 4 udane misje Apollo w latach 1971 - 1972. Zabawa była gruba, jak brzuch Elvisa u schyłku kariery, satysfakcja jak u Kozakiewicza na olimpiadzie w Moskwie. Wspomnienia z wyścigów pozostaną na zawsze w pamięci zaraz obok wspomnień z pierwszego kontaktu z magnetowidem, pierwszego obrazu z kolorowego telewizora czy piosenki śpiewanej przez Mieczysława Czechowicza na zakończenie bajki "Miś Uszatek".
Z ogarnięciem epoki dzwonów z bistoru i komputera Commodore C64 najlepiej poradzili sobie:
Fisherfighter
oraz
Krystik27
którzy z dokładnie taką samą liczbą punktów (59 pkt) znaleźli się na czele klasyfikacji indywidualnej.
Na miejscu trzecim, uplasował się
Coro2000
Zespołowa klasyfikacja wygląda następująco:
1. BMW Motorsport GmbH - 182 pkt
2. Porsche - 160 pkt
3. Ford Motorsport - 75 pkt
4. Lancia Corse - 74 pkt
Wszystkim zawodnikom dziękuję serdecznie za udział w lidze. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze jak ja. I trzymajcie rękę na pulsie, bo coś mi się zdaje, że moda na lata 70 i 80 jeszcze nie przeminęła...