
Zamieszanie wokół zespołów Formuły 1 wciąż trwa. Nie tak dawno temu chęć powrotu do F1 zgłosiła marka niezwykle znana, niemal równie zasłużona dla F1 co Ferrari. Lotus, cudowne dziecko i oczko w głowie geniusza, Colina Champmana, powraca na tory. Ci, którym nieobca jest historia zapewne już poczuli dreszcz podniecenia. Ci, którzy historią się nie interesowali powinni spalić się ze wstydu i prędko wyszukać w google takie nazwiska jak Jim Clark, Graham Hill, Mario Andretti czy Colin Champman. Angielski zespół przez lata święcił tryumfy w F1, zaś jego właściciel i główny konstruktor jest autorem rozwiązań, które w F1 stosowane są do dziś – pomimo tego, że ich powstanie datuje się na lata 60te i 70te. W jakim aucie po raz pierwszy pojawiło się monocoque i mocowany do niego silnik? W Lotusie. W jakim aucie po raz pierwszy eksperymentowano z generującymi docisk spojlerami? W Lotusie. Który zespół jako pierwszy pokusił się o próby skonstruowania aktywnego zawieszenia? Williams powiecie? Pudło odpowiem. To był Lotus. Wreszcie kto wymyślił ground effect, dzięki któremu zmasakrował rywali w roku 1978 równie boleśnie co Benetton w 1995, czy Ferrari na początku XXI wieku? Tak, zgadliście, to był zespół Lotusa, jedna z najbardziej utytułowanych legend F1, legend, które swój koniec znalazły w połowie lat 90-tych. Teraz powraca, w konfiguracji Lotus – Cosworth. Ferrari bój się!
Powrót do Formuły 1 to sprawa niezwykle kosztowna i wymagająca wielkiego zaangażowania, przygotowań i sporo determinacji. Trudno przypuszczać aby mieszczący się w Norfolk Lotus był w stanie ponieść tak ogromne koszta, zapewnić sobie odpowiednią infrastrukturę i środki do rywalizacji wśród najlepszych zespołów i kierowców. Przyglądając się uważniej powracającej nazwie natkniemy się jednak na niezbyt pocieszające informacje. Pojawiający się po ponad dekadzie nieobecności w F1 Lotus z historycznym zespołem z Anglii ma niewiele wspólnego. W świecie praw i patentów, wszechobecnej komercji i konsumpcji nie ma już żadnych świętości. Pod nazwą Lotus występuje bowiem koncern z Malezji, który z Lotusem z Norfolk ma wspólny tylko adres – obie firmy mieszczą się w Norfolk. Skoro zaś pozostała tylko nazwa to dlaczego nie ułatwić sobie debiutu poprzez wykupienie jakiegoś zespołu? Tak oto Super Aguri odnalazł ratunek i szansę na dalsze starty, chociaż pod inna nazwą.
Na stanowisku szefa zespołu pozostał Artur Szykuła, przejęty podobnie jak i projekt auta na sezon 2010 oraz siedziba z Super Aguri. To jednak jedyne elementy wspólne. Co się zmieniło, jakie są plany na przyszłość i kto poprowadzi auta nowego zespołu opowie manager i główny zarządzający Lotusem – Art.
Wydawało się, że po rezygnacji Hondy losy Super Aguri są przesądzone. Pomimo niekorzystnej sytuacji udało ci się znaleźć inwestora. Czyj był pomysł aby przyjąć nazwę Lotus?
Pomysł przyszedł od inwestora. Osobiście byłem trochę zaskoczony tą propozycją nazwy, ale skoro jest chęć to wskrzeszenia ducha wspaniałego zespołu z poprzedniego wieku, to czemu nie spróbować. Przy okazji może łatwiej będzie złapać sponsorów.
Jak duża jest twoja autonomia przy podejmowaniu decyzji? W przypadku Hondy, a teraz już Mercedesa, Janusz Szylborski ma całkowicie wolną rękę. Czy tak samo jest w przypadku Lotusa?
W zeszłym roku nie miałem nacisków ze strony kierownictwa Hondy odnośnie prowadzenia zespołu. Zarząd Hondy na początku roku był zadowolonych z planów i kierowców, niestety życie napisało inną historię, a nadzieje pokładane w ekipie kierowniczej oraz w kierowcach nie spełniły się. Nowy inwestor już taki łaskawy nie jest. Jest ambitny plan rozwoju bolidu, ale są tez duże wymagania. Głównie będzie duży nacisk na wyniki, na każdym szczeblu - od projektantów, poprzez kierowników aż po kierowców. Lekko nie będzie, ale taka jest F1, albo wszystko albo nic...
W sezonie 2010 obok Lotusa pojawi się sporo zespołów. Który z nich stanowić będzie dla ciebie największe zagrożenie w uzyskaniu „tytułu” debiutu sezonu?
Zdecydowanie Mercedes. Już na testach pod koniec zeszłego roku mieliśmy sporą stratę do nich, a wiem, że prace nad bolidem 2010 zaczęli dużo wcześniej niż my...
Jak sądzisz, gdzie będzie miejsce Lotusa w sezonie 2010? W 2009 pomimo dobrego auta mieliście sporo pecha, lecz w rozwój projektu na najbliższy sezon nie zostało zainwestowane zbyt wiele środków.
Myślę, ze jesteśmy w stanie powalczyć o TOP5 wśród konstruktorów, nasz bolid jest dosyć dobrze przygotowany na 2010. Nie zdołaliśmy wprowadzić wszystkich ulepszeń, w związku z wycofywaniem się wsparcie finansowego Hondy, a także na skutek błędów inżynierów przy kalibracji tunelu areo straciliśmy sporo czasu. Ale nie poddajemy się.
Lotus jest jednym z nielicznych zespołów, których skład kierowców pozostaje owiany ścisłą tajemnicą. Nie pojawiają się nawet plotki kto mógłby reprezentować wasze barwy. Czy możesz uchylić nieco rąbka tajemnicy i zdradzić którzy kierowcy są brani pod uwagę?
Na pewno będą nowi kierowcy na sezon 2010. W tej chwili mogę zdradzić, ze mamy już zakończone wstępne rozmowy Robertem Kliszewskim, który będzie pełni role kierowcy testowego i rezerwowego. Prowadzimy tez rozmowy z doświadczonym kierowcą, który powróci do F1 po rocznej przerwie, ale nie chciałbym zdradzać na razie szczegółów. Oprócz niego jest jeszcze jeden ubiegłoroczny debiutant na naszej liście kandydatów na drugie miejsce w bolidzie Lotusa. Za to nowy inwestor prowadzi rozmowy z dwoma debiutantami, którzy w zeszłym roku bardzo dobrze spisali się w lidze F3. Planujemy pełny skład podać tuż przed oficjalną Galą FIA w styczniu 2010 roku. Do tego czasu wiele jeszcze może się zmienić.